Nadejdzie czas , kiedy choroba jako efekt opacznych myśli będzie hańbą

Oldi Tube

środa, 13 lipca 2011

Kogo można hipnotyzować



Również na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Niektórzy specjaliści są przekonani, że w zasadzie każdego człowieka można zahipnotyzować, chociaż nie każdego można wprowadzić w tak samo głęboki trans. Inni natomiast uważają, że istnieją też ludzie, którzy w ogóle nie reagują na hipnozę. Jedno wydaje się pewne: tylko 10 do 20 proc. ludzi zapada w bardzo głęboki trans.
Stoimy więc znów przed wspomnianym już generalnym problemem, który tak bardzo utrudnia wyjaśnienie zjawiska hipnozy: nie ma żadnych obiektywnych objawów, które umożliwiłyby stwierdzenie, czy człowiek zapadł w trans i jak głęboki jest ten stan.
Podatność na hipnozę zależy ponadto od wielu subiektywnych warunków.
Bardzo ważnych relacji interpersonalnych między hipnotyzowanym a hipnotyzerem nie da się na przykład uchwycić statystycznie. Wpływa na nie wzajemna sympatia lub antypatia, zachowanie i prestiż terapeuty, jego aura, wreszcie również to, czy odpowiada on społecznym wyobrażeniom o hipnotyzerze. Dawniej na przykład czarna broda uchodziła za
swoisty „znak firmowy" hipnotyzera.
Indywidualne nastawienie i oczekiwania hipnotyzera i pacjenta determinują wyniki seansów hipnotycznych. Jeśli obie strony wierzą w sukces, to o wiele szybciej do niego dojdzie niż w wypadku, gdy jeden z partnerów nie jest o nim całkowicie przekonany. Pacjent w transie bardzo silnie reaguje na nastawienie terapeuty pod tym względem i - siłą rzeczy - ulega temu wpływowi.
Pozytywne wyniki hipnozy wynoszą, zależnie od hipnotyzera, od 10 do 90 proc. Ten zdumiewający wynik można wytłumaczyć jedynie wpływem czynników subiektywnych. Z tego powodu prowadzono badania mające stwierdzić, czy określone cechy osobowości hipnotyzowanych są powtarzalne.
Natomiast nie udało się, niestety, uzyskać w nich typowego obrazu hipnotyzera. Wydaje się, że większość terapeutów chętnie dużo mówi i odczuwa potrzebę utrzymywania ścisłych kontaktów z innymi ludźmi, ale z zachowaniem pewnego dystansu. Prawdę powiedziawszy, dotyczy to nie tylko hipnotyzerów, lecz w większym lub mniejszym stopniu każdego, kto zajmuje się psychoterapią. Ale również dążenie do bycia niczym potężny ojciec dla pacjenta nie jest typowe tylko dla hipnotyzerów. Ta skłonność często wpływa na wybór zawodu lekarza.
O wiele lepiej zbadano strukturę osobowości pacjentów, którzy dobrze lub słabo reagowali na hipnozę. Także i tutaj nie stwierdzono żadnych obiektywnych, ogólnie obowiązujących warunków, udało się jednak wyodrębnić pewne cechy sprzyjające wprowadzaniu pacjenta w trans. Natomiast
zapewne ani wiek, płeć, rasa, wykształcenie, ani zawód, pozycja
społeczna bądź szczególne cechy fizyczne lub psychiczne nie mają na to żadnego wpływu.
Okazało się, że najłatwiej jest zahipnotyzować ludzi przystosowanych społecznie, potrafiących sensownie poradzić sobie ze swoimi problemami i konfliktami. Uważa się, że również ludzie przyzwyczajeni do posłuszeństwa, a więc przede wszystkim żołnierze, łatwo poddają się hipnozie.
Natomiast osobowości słabo przystosowane do środowiska, cierpiące na dolegliwości psychiczne lub fizyczne, spowodowane często czynnikami psychicznymi, nierzadko chroniczne, z trudem poddają się hipnozie lub w ogóle nie dają się zahipnotyzować. Zasadniczo zakłada się, że ludzie ze skłonnością do nerwic trudniej poddają się hipnozie niż osoby zrównoważone psychicznie. Cięższe przypadki histerii na ogół w ogóle nie poddają się hipnozie, przy lżejszych natomiast działanie hipnozy jest często wzmożone.
Nie należy zapominać o pacjentach świadomie broniących się przed hipnozą. Bez zgody na zahipnotyzowanie terapia nie ma szans powodzenia.
Oczywiście, stopień zahipnotyzowania zależy także od stosowanej przez terapeutę techniki. W wypadku ludzi łatwo poddających się hipnozie technika nie odgrywa większej roli, natomiast w trudniejszych wypadkach terapeuta musi dostosować technikę wprowadzania w trans i pogłębiania transu do danego pacjenta. Dla dalszych sukcesów duże znaczenie ma pierwsza próba. Natomiast jeśli pierwsza próba się nie powiodła, to ani pacjent, ani terapeuta nie powinni od razu dawać za wygraną.
W literaturze fachowej opisane są wypadki sukcesu terapii osiągniętego dopiero po trzystu seansach hipnotycznych. Niekiedy hipnoza indywidualna może się jednak nie udać, ponieważ pacjent czuje się „zdany na łaskę i niełaskę" hipnotyzera i lęk wywołuje u niego reakcje obronne; natomiast pod osłoną grupy można jednak osiągnąć sukces.
Podsumowując, trzeba stwierdzić, że hipnoza uda się tym łatwiej, im pozytywniejsze będą oczekiwania i nastawienia obydwu partnerów oraz im lepiej układają się stosunki między nimi.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Hipnoza w świetle współczesnej psychologii



„Podręcznik psychiatrii" Dorscha opisuje hipnozę jako „sztuczny, niedoskonały sen szczególnego rodzaju" - wyjaśnienie płytkie, pozostawiające prawie wszystkie pytania bez odpowiedzi. Specjalna komisja British Medical Association w 1955 r. (por. Chertok, L'Hypnose) zdefiniowała zjawisko hipnozy co prawda nie wyczerpująco, ale jednak dość szczegółowo w następujący sposób:
„(...) Hipnoza stanowi przejściowy stan zmienionej uwagi pacjenta, który może być spowodowany przez innego człowieka i w którym różne zjawiska mogą zachodzić spontanicznie bądź jako reakcja na bodźce werbalne (językowe), bądź inne. Do zjawisk tych należą zmiany świadomości i pamięci, zwiększona podatność na sugestie, odpowiedzi i myśli pacjenta, niespotykane u niego w jego zwykłym stanie ducha."
Wszystkie teorie współczesnej psychologii dotyczące hipnozy mają jeden mankament, mianowicie odzwierciedlają one wyobrażenia swoich duchowych ojców na temat hipnozy. Ściśle rzecz biorąc, do dziś nie wiemy, co charakteryzuje hipnozę. Pozostawia to wiele miejsca dla subiektywnych poglądów i nienaukowych spekulacji. Wszystkie teorie mieszczą się między dwiema skrajnościami: z jednej strony mamy teorie, które w swojej skrajnej formie sprowadzają trans do organicznych przełączeń w mózgu, druga „szkoła" natomiast tłumaczy wszystkie zjawiska hipnotyczne siłą sugestii. Dlatego tutaj ograniczymy się do przedstawienia kilku wartych uwagi opinii znanych fachowców, aby dać Czytelnikowi pojęcie o tym, czym może być hipnoza.
W szkole psychoanalitycznej opartej na poglądach Zygmunta Freuda (1856-1939) powstało wiele teorii hipnozy, rozwijających się z pewnymi przerwami do dziś. Według Freuda, między hipnotyzerem a hipnotyzowanym istnieje relacja erotyczna, „(...) nieograniczone, pełne miłości oddanie się, z jednoczesnym wykluczeniem dążenia do zaspokojenia seksualnego", jak sformułował to w swojej wydanej w 1921 r. książce „Psychologia zbiorowości i analiza ego". W tym sensie hipnotyzowany wraca do poziomu wczesnego dzieciństwa, poddając się terapeucie, który w stosunku do niego obejmuje rolę „wszechmocnego praojca prahordy". Do tej wywołanej hipnozą sytuacji pacjent dostosowuje się przez cofanie się (regresję) do wcześniejszych stopni rozwoju. Taką samą regresję przeżywamy w trakcie każdej psychoanalizy, tyle że w zwolnionym tempie. Doświadczenia z hipnozą stały się dla Freuda impulsem do wypracowania tej metody psychoterapii.
Później szkoła psychoanalityczna uwzględniła również fizyczną stronę hipnozy, mianowicie zawężenie uwagi powodujące, iż hipnotyzowany odbiera wyłącznie bodźce pochodzące od hipnotyzera. Zawężenie to idzie tak daleko, że hipnotyzer staje się dla hipnotyzowanego przedstawicielem całego otaczającego go świata. Ponadto pacjent w coraz większym stopniu traci zdolność do jasnego rozróżniania między światem zewnętrznym,
reprezentowanym przez terapeutę, a swoim własnym „ja", aż
do ostatecznego, pełnego „stopienia się" z hipnotyzerem.
W praktyce stan ten uzyskuje się w dwojaki sposób: hipnotyzer ogranicza odbieranie przez pacjenta wrażeń z otoczenia do tych bodźców, których źródłem jest on sam; jednocześnie powoduje on taki stan hipnotyzowanego, w którym pacjent powraca do wcześniejszego, dziecięcego stadium rozwoju i całkowicie poddaje się jego pozornej wszechwładzy. Jednak by wywołać wszystkie te zjawiska, wystarczy całkowicie odciąć pacjenta od innych bodźców bądź spowodować jego regresję. W psychoanalizie do celów terapeutycznych w zupełności wystarcza ta druga możliwość.
Wiadomo nam natomiast z obserwacji hipnozy zwierząt, że bezruch fizyczny wywołuje stan przypominający hipnozę. Już w 1646 r. jezuita Athanasius Kirchner (1602-1680) prowadził w Rzymie doświadczenia na zwierzętach. Jego eksperymenty z kurami, szczególnie podatnymi na hipnozę, zyskały światową sławę. Wiązał on kurom skrzydła i kładł je na brzuchu lub na boku. Po początkowym podnieceniu kura się uspokajała, przekonana widocznie o braku możliwości oswobodzenia się. W tym momencie Kirchner rysował kredą kreskę na wysokości dzioba, rozwiązywał skrzydła ptaka - a ten nadal się nie ruszał. Po pierwszym podporządkowaniu się , kura widocznie traktowała namalowaną kredą kreskę jako więzy, z których już nie próbowała się uwolnić. Dopiero lekkie uderzenia lub hałas uwalniały kurę z tego hipnotycznego stanu przerażenia. Podobne doświadczenia udało się przeprowadzić również z innymi zwierzętami.
Rosyjski laureat Nagrody Nobla Iwan Pawłow (1849-1936) interpretował to zjawisko jako wynik działania instynktu samozachowawczego. Ten, kto nie może się bronić ani uciekać, zachowuje się spokojnie, aby bardziej nie rozdrażniać wroga. W opinii Freuda, eksperyment ten oznaczał, że hipnoza jest również rodzajem paraliżu, będącego skutkiem relacji między „bezwolnym hipnotyzowanym" a „wszechwładnym hipnotyzerem".
Według nowszych hipotez szkoły psychoanalitycznej na temat hipnozy, w transie zaspokajane są nie tylko instynktowne potrzeby z wczesnego dzieciństwa. Ponadto powstaje równowaga między instynktownymi odruchami a reakcjami obronnymi przeciwko wszechwładzy hipnotyzera.
Hipnotyzowany równocześnie kocha i nienawidzi hipnotyzera. Z tego dylematu uwalnia się, reinterpretując w nieświadomości siłę hipnotyzera.
Nieświadomość zmusza hipnotyzera do spełniania wszechwładnej roli, a więc w gruncie rzeczy potrafi sprawować kontrolę nad zaistniałą sytuacją.
W odróżnieniu od Freuda, współczesne teorie nie wychodzą już
z założenia, że hipnotyzer zajmuje miejsce kontrolnej instancji „superego" (rozumianego jako swoistego rodzaju sumienie). Natomiast sam hipnotyzowany zastępuje terapeutę przez własne superego. Wierząc, że sprawuje władzę nad terapeutą, że zmusza go do pełnienia pewnej roli, wyzwala się od wpływu kontrolującego go superego. Dlatego w transie potrafi on przypomnieć sobie przeżycia zazwyczaj wyparte przez hamujące działanie superego. Inna szkoła kwestionuje znaczenie transu w leczeniu.
Działanie hipnozy wyjaśnia wyłącznie przez sugestię. Autorzy tej szkoły przytaczają dla potwierdzenia swej tezy fakt, że za pomocą odpowiedniej sugestii można wywołać zjawiska hipnotyczne również u ludzi czuwających. Przy tym jednak przemilczają okoliczność, że udaje się to tylko w tych wypadkach, gdy osoby poddawane doświadczeniu w ogóle
łatwo ulegają wpływom.
Hipnoza to coś więcej niż sugestia w stanie snu. Do stosowanych sugestii dochodzi bowiem gra z podziałem na role terapeuty i pacjenta. Między nimi rozwija się relacja, którą należy uwzględnić. Hipnotyzer odgrywa rolę wszechmocnego, któremu chory nie może się oprzeć. Pacjent zachowuje się tak, jakby nie potrafił oprzeć się sugestiom. Wyjaśnia to fakt, że sugestie nie zawsze się spełniają podczas seansu hipnotycznego, mimo że „technicznie" trans został wywołany we właściwy sposób. W tym wypadku hipnotyzer nie odegrał roli oczekiwanej przez pacjenta. Oczekiwania te w dużym stopniu kształtowane są przez wpływy socjokulturowe, a więc przez społeczny stosunek do hipnozy.
Podział ról między partnerami w hipnozie prowadzi między innymi do wzmożonej podatności na sugestie (hipersugestywności). Wyjaśnia to jej silniejsze działanie w porównaniu ze zwykłą sugestią w stanie czuwania.
Pawłow i jego uczniowie interpretują hipnozę jako stan pośredni między czuwaniem a snem; jako częściowy sen. Na korze mózgowej pozostają punkty czuwania, umożliwiające kontakt między pacjentem a hipnotyzerem.
Punktem wyjścia tej teorii stał się eksperyment z psem. Zwierzę
zostało przyzwyczajone do budzenia się na dźwięk trąbki i zjadania pożywienia.
Natomiast inne hałasy pochodzące z otoczenia nie przerywały
mu snu, nawet gdy były głośniejsze. Pawłów z tego wysnuł hipotezę, że kora mózgowa psa znajduje się pod wpływem określonych punktów czuwania. Później następcy Pawłowa sądzili, że znaleźli dowód na słuszność tej interpretacji w podobieństwie prądów mózgowych w czasie transu i w czasie snu. Doświadczenia przeprowadzane w Ameryce pokazały jednak, że przebieg prądów mózgowych (EEG - elektroencefalogram) w czasie hipnozy u wielu pacjentów w ogóle się nie zmienia, a więc nie ma żadnej zgodności między transem a snem. Na pewno teoria Pawłowa - podobnie jak inne hipotezy - stanowi inspirację dla nowych badań, ale nie
wyjaśnia w pełni zjawiska hipnozy.

czwartek, 30 czerwca 2011

„Magnetyzm zwierzęcy" Mesmera początkiem hipnozy



„Jeśli stłumisz wyobrażenie lub ufność, to nic nie otrzymasz... Przedmiot twojej wiary może być prawdziwy lub wyimaginowany, a skutek będzie ten sam." (Paracelsus, 1493-1541)

Gdy wielki przyrodnik i lekarz Theophrastus Bombastus von Hohenheim, lepiej znany potomnym pod swoim przybranym - zgodnie ze zwyczajem humanistów - łacińskim nazwiskiem Paracelsus, pisał te słowa, badanie duszy było jeszcze zadaniem filozofów. Księża (duszpasterze) w swojej posłudze stosowali wobec parafian metody obecnie zaliczane do zakresu psychoterapii, wówczas przecież zupełnie nieznanej. O hipnozie
jeszcze się nawet nie mówiło. Minęło prawie trzysta lat, nim psychologia - jako samodzielna dziedzina nauki i wiedzy - zdobyła sobie miejsce w ramach medycyny pod koniec XVIII w. , wbrew zaciekłym oporom licznych przeciwników. Tym bardziej zadziwia jasność sformułowania Paracelsusa, dotyczącego potęgi wyobrażeń i ufności, co potwierdziła obecnie nowoczesna psychologia.
W latach swoich niespokojnych wędrówek Paracelsus zajmował się oddziaływaniem pól magnetycznych na organizm człowieka. Później jego poglądy na ten temat poszły w akademickiej medycynie w zapomnienie.
Dopiero dzisiaj przystępuje się do ścisłej naukowej weryfikacji jego stwierdzeń. Pierwsze wyniki doświadczeń przeprowadzonych np. na myszach na uniwersytecie Illinois wydają się potwierdzać jego ówczesne odkrycia:

pola magnetyczne faktycznie na nas oddziałują, i to w stopniu
o wiele większym niż dotychczas przypuszczaliśmy.  Magnetyzm interesuje nas tutaj jedynie na marginesie, ponieważ zainspirował niemieckiego lekarza Franza Antona Mesmera (1734-1815) do sformułowania teorii „magnetyzmu zwierzęcego". To właśnie z tej teorii wywodzi się hipnoza.
Mesmer był zdania, że każde ciało promieniuje, wysyła siły przechodzące na inne ciała, „fluid magnetyczny". Choroby zaś zakłócają to promieniowanie. Przesuwając dłonią po skórze albo bezpośrednio nad nią wpływa się na to promieniowanie, co może spowodować wyleczenie. Początkowo Mesmer używał w tym celu namagnesowanych metali, później zrezygnował ze stosowania namagnesowanego żelaza. Stwierdził bowiem, że magnetyzm zwierzęcy nie jest identyczny z polem magnetycznym magnesu, lecz wyraźnie się od niego różni. A tym samym rozpoczął swą wędrówkę po krainie sugestii, psychoterapii.
Oceniając obecnie relacje o seansach Mesmera, stwierdzamy, że prowadził on swoistą „terapię grupową". Jego pozycję „mistrza grupy" podkreślały falujące, wspaniałe szaty z liliowego jedwabiu. Podczas seansu w tle zawsze słychać było muzykę. Jako bliski przyjaciel Mozarta, Mesmer preferował jego dzieła. W toku leczenia pacjent przechodził uzdrawiający kryzys z towarzyszącymi mu konwulsjami, kurczami i drgawkami całego
ciała. Znaczenie tego kryzysu, mogącego przebiegać także bez konwulsji, znane było już przed Mesmerem i również obecnie nie jest kwestionowane.
Rzecz jasna, mesmeryzm od razu znalazł się w ogniu krytyki. Za życia jego twórcy zbyt mało jeszcze była znana siła oddziaływania pozytywnych sugestii. Dlatego Mesmer w wyjaśnieniach swej terapii musiał sięgnąć do „fluidu", który uważał za tak samo realny jak magnes. Ale właśnie namiętne
dyskusje, które rozgorzały nad mesmeryzmem, utorowały psychologii drogę do nauk medycznych.
W dalszym rozwoju hipnoza przeżywała liczne wzloty i upadki. Opinie fachowców oscylowały wokół zachwytu i odrzucenia. Zwłaszcza we Francji w XIX w. szczegółowo zajmowano się hipnozą, w wyniku czego powstały różne „szkoły". Także Zygmunt Freud przez pewien czas stosował hipnozę, która w późniejszym okresie zainspirowała go do opracowania
zasad psychoanalizy.
We Francji, dawnym centrum hipnozy, jeszcze przed pierwszą wojną światową hipnoza uległa całkowitemu zapomnieniu, a nawet została zdyskredytowana.
Medycyna akademicka jeszcze dzisiaj traktuje ją powściągliwie
i sceptycznie. Z ożywionym zainteresowaniem spotkała się ona
ostatnio głównie w USA. Można żywić nadzieję, że po długiej stagnacji wreszcie nastąpi postęp w badaniach nad hipnozą i w jej praktycznym zastosowaniu.
Jedną z przyczyn tej niepewności jest niewątpliwie fakt, że co prawda istnieją liczne teorie hipnozy, jednak wszystkie one są jednostronne i nie wyjaśniają zjawiska w sposób zadowalający.

środa, 29 czerwca 2011

Potęga naszych wyobrażeń i oczekiwań



Posługując się komputerową analizą wieloletniej statystyki wypadków drogowych eksperci do spraw komunikacji ustalili dla linii autobusowych w jednym z japońskich miast dni tygodnia, w których ryzyko wypadków jest największe. W określone dni wręczano kierowcom autobusów kartki z prośbą o zachowanie szczególnej ostrożności. Eksperyment ten dał
szokujące wyniki: mimo ostrzeżeń liczba wypadków w ustalonych wcześniej dniach zwiększonego ryzyka jeszcze bardziej wzrosła. Wydaje się to być paradoksem, ale wyjaśnienie jest przekonujące: ostrzeżenie wywołało negatywne oczekiwania u kierowców, które też od razu się spełniły.
Chociaż w życiu codziennym stale przekonujemy się o potężnym działaniu naszych wyobrażeń, postaw i oczekiwań, przeważnie ich zupełnie nie doceniamy. Ten, kto wierzy, że trzynasty dzień każdego miesiąca jest jego dniem pechowym, często się przekonuje, że w tym dniu rzeczywiście spotyka go jakieś niepowodzenie. Ten, kto z góry wyobraża sobie wszystkie
negatywne możliwości, z którymi może mieć do czynienia w pewnej sytuacji, z dużym prawdopodobieństwem rzeczywiście w niej zawiedzie, sterowany wpływem swoich negatywnych oczekiwań. Typowym przykładem jest psychiczna impotencja mężczyzny po pierwszym niepowodzeniu seksualnym. Zaklęty krąg się zamyka: przykre doświadczenia powodują negatywne oczekiwania, negatywne oczekiwania prowadzą do
niepowodzenia, potwierdzającego z kolei oczekiwania, jeszcze większe przy kolejnej próbie - karuzela, z której z najwyższym trudem udaje się zeskoczyć.
Negatywne wyobrażenia i oczekiwania mogą stać się tak silne, że potrafią spowodować nawet śmierć. Podania, poezja i mądrość ludowa od dawna znają taką „psychogenną" śmierć, nie dającą się wyjaśnić przez chorobę organiczną. Ale również z codziennych gazet często się dowiadujemy o wypadkach nagłej śmierci zdrowych ludzi pod wpływem gwałtownych emocji lub lęków. Oto kilka przykładów odnotowanych w fachowej
literaturze medycznej, ilustrujących to zjawisko:

• Ze statystyk wynika, że krzywa zgonów gwałtownie wzrasta w weekendy.
Zapewne samotność i przygnębienie przekracza u niektórych ludzi w dniach wolnych od pracy granice wytrzymałości.

• Po odbyciu krótkiej kary pozbawienia wolności młody, organicznie całkowicie zdrowy człowiek zasłabł na środku ulicy w drodze do domu i wkrótce potem zmarł. Lekarze stwierdzili, że przyczyną zgonu był szybki wzrost poziomu cukru we krwi, którego nie dało się opanować,mimo podanych natychmiast dużych dawek insuliny. Sekcja zwłok wykazała jednak, że trzustka była całkowicie sprawna. Nieszczęśnik, jak widać, po prostu „zawstydził się na śmierć".

• Pewnej kobiecie wróżka przepowiedziała -jeszcze we wczesnym dzieciństwie - że umrze mając 43 lata. W tym właśnie wieku poddała się niegroźnej operacji, która przebiegła bez żadnych powikłań. Mimo to kobieta ta była tak absolutnie przekonana o czekającym ją wyroku losu, że kilka godzin po operacji zmarła z nie wyjaśnionych przyczyn.

• Śmierć z powodu złamanego serca grozi przede wszystkim małżonkom mającym za sobą długoletnie pożycie, po zgonie  partnera. Ze statystyk wynika, że umieralność wdów rośnie w pierwszym półroczu po śmierci partnera o 40 proc, a u wdowców nawet o 60 proc.

• Również śmierć po przejściu na emeryturę w dużym stopniu spowodowana jest czynnikami psychicznymi. Wielu starszych ludzi umiera na skutek poczucia nieprzydatności, rzekomego braku sensu i celu dalszego życia na emeryturze w społeczeństwie nastawionym na osiągnięcia i wywiązywanie się z obowiązków.

• W sytuacjach bez wyjścia dochodzi nawet do zjawiska psychogennego masowego umierania, czego dowodzą doświadczenia z niemieckich obozów koncentracyjnych i japońskich obozów dla jeńców wojennych.

Jeśli jednak negatywne oczekiwania mogą wywierać tak potężny
wpływ, że są w stanie spowodować nawet śmierć, to mamy również prawo oczekiwać niemniej silnego działania postaw pozytywnych, wyrażających radość życia. Także na to istnieje wiele dowodów. Najlepszym tego przykładem jest niemiecki filozof Immanuel Kant. Chorowity przez całe życie, stwierdził on kiedyś: „Udaję, że moje dolegliwości nic mnie nie obchodzą".
Nawet zwierzęta lepiej potrafią bronić się przed stresem po pozytywnych doświadczeniach. Jeśli krótko przed utonięciem, a więc w krańcowo stresującej sytuacji, wyciągniemy szczury z wody, to w następnym eksperymencie pływają one znacznie dłużej niż szczury z grupy kontrolnej, które nie przeżyły tego doświadczenia. A cóż dopiero człowiek... Jakie szanse otwierają się przed nim, jeśli sam potrafi wywołać u siebie pozytywne
oczekiwania.
Bez potężnego wpływu oczekiwań, nastawienia i wyobrażeń zarówno hipnoza, jak i autosugestia są niemożliwe. Sugestie przekazywane przez hipnotyzera podczas terapii wprowadzają pacjenta, tak samo jak jego własne sugestie, w określony, sprzyjający leczeniu stan oczekiwania.
Sugestie nie są niczym innym niż wyobrażeniami i oczekiwaniami przekazywanymi bądź innej osobie, bądź budzonymi w sobie.
W stosunkach międzyludzkich tego typu wpływy są czymś codziennym.
Wzorce i ideały, zwłaszcza dom rodzinny, wpływają trwale na rozwój charakteru dzieci i młodzieży. Specjaliści od reklamy stosują bardzo subtelne metody sugestii, by lepiej sprzedać produkty swojej firmy. W miejscu pracy sugestie jako element stylu kierowania odgrywają taką samą rolę, jak w propagandzie politycznej. Wreszcie znamy też sugestie masowe, które w średniowieczu znalazły swój wyraz w prześladowaniu czarownic, wspierały dyktatury - takie jak faszystowski reżim Hitlera - a dzisiaj w przerażający sposób doprowadzają podczas imprez sportowych, przede wszystkim meczów piłki nożnej, do ekscesów, często bardzo brutalnych.
Również w praktyce medycznej sugestia zawsze odgrywała ważną rolę.
Tym się tłumaczy między innymi poprawa samopoczucia wielu chorych już w poczekalni u lekarza, ponieważ wiedzą oni, że zaraz otrzymają pomoc.
Także subiektywne działanie pozornych leków (placebo), stosowanych przede wszystkim podczas kontrolnych eksperymentów sprawdzających działanie środków farmaceutycznych, polega na sugestii. Pacjent wierzy w skuteczność leku i może na przykład zasnąć, mimo że tabletka,
rzekomo nasenna, nie zawiera żadnych substancji usypiających. I przeciwnie, brak zaufania do działania środków leczniczych może opóźnić działanie terapii, a nawet niekiedy je uniemożliwić.

piątek, 24 czerwca 2011


Od czasu do czasu oglądamy w telewizji seanse hipnozy, podczas których dorośli ludzie pod wpływem sugestii zaczynają się zachowywać jak małe dzieci lub w panicznym strachu uciekają przed wyimaginowanym morzem płomieni. Na widzach sprawia to wrażenie, jakby osoby uczestniczące w eksperymencie całkowicie utraciły swoją osobowość, poddając się wyłącznie woli hipnotyzera. Przypomina to stereotyp mordercy, popełniającego zbrodnie jako bezwolne narzędzie wszechpotężnego medium.
Takie efektowne pokazy i literackie atrapy, podobnie jak bynajmniej nie zawsze naukowe dyskusje przedstawicieli medycyny na temat użyteczności i bezużyteczności hipnozy, przyczyniają się do przypisywania hipnozie - w większym stopniu niż jakiejkolwiek innej metodzie leczenia - cech niesamowitych, magicznych. Bardziej krytycznie nastawieni zadają nawet pytanie, czy owa zależność między hipnotyzerem a jego medium jest w ogóle moralnie dopuszczalna.
Jako metoda leczenia hipnoza nie jest jednak ani tajemniczym okultyzmem, ani efektownym przedstawieniem, lecz rodzajem kuracji wymagającej poważnego traktowania. Terapeuta wywiera wprawdzie pewien wpływ na pacjenta, ale nigdy nie uda mu się zdegradować go do roli bezwolnego, we wszystkim posłusznego mu niewolnika. Jego wpływ kończy się na granicy stawianej przez podświadomość pacjenta. Przyznanej mu
dobrowolnie władzy nie może nadużywać do wykorzystywania pacjenta jako swojego narzędzia. Również w transie medium nie zrobi niczego, co w związku z jego osobowością nie byłoby możliwe podczas czuwania.
„Morderca na rozkaz" także bez hipnozy odczuwa potrzebę dokonania tej zbrodni; rozkaz dany mu w hipnozie może najwyżej stłumić jego strach przed karą za popełniony czyn.
Oczywiście żaden poważny terapeuta nie będzie nadużywał swoich możliwości na niekorzyść hipnotyzowanego: dla niego władza ta ma tylko jedną funkcję - ma umożliwić wyleczenie pacjenta. Dlatego osoba poddająca się takiemu leczeniu nie ma żadnych podstaw do ukrytych obaw przed obnażeniem się, ośmieszeniem lub ujawnieniem swych tajemnic, jeśli nie odczuwa potrzeby rozmowy na ten temat. Także w transie
mechanizmy psychicznej samoobrony pozostają nienaruszone.
Dużo mniej oporów i zahamowań odczuwa pacjent w wypadku autosugestii, do której dochodzi przez ćwiczenia relaksacyjne i medytację.
Jest on wówczas jednocześnie medium i terapeutą, wykorzystując potwierdzone doświadczeniem możliwości urzeczywistniania wyobrażeń i oczekiwań zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Zupełnie świadomie budzi on więc we własnej psychice siłę samoleczenia.
Autosugestia często nie przynosi oczekiwanych efektów na skutek braku zaufania do samoleczniczych możliwości człowieka, ale też z powodu niecierpliwości, gdy sukces nie jest tak szybki, jak po zażyciu lekarstwa, czy też wreszcie z powodu nieregularnego wykonywania odpowiednich ćwiczeń.
Niniejsza seria postów ma do spełnienia dwa zadania:
• informacje o hipnozie (by uwolnić ją od podejrzenia o okultyzm);
• wprowadzenie do terapeutycznej autosugestii, która okazuje się niezbędna z powodu katastrofalnego braku terapeutów i stale rosnącej liczby chorych we wszystkich krajach uprzemysłowionych.

środa, 22 czerwca 2011

ZMNIEJSZONE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI



■ Wyrażenie uznania dla samego siebie: Zacznij natychmiast chwalić wszystkie swoje pozytywne cechy, umiejętności i podejmowane przez ciebie działania przeszłe i obecne. Wszystko, co przyjdzie ci na myśl. Zaprzestań jakiejkolwiek krytyki, szczególnie wymierzonej w same­go siebie. Powtarzaj ten proces tak długo, dopóki nie poczujesz znacz­nej poprawy. Ciągle na nowo przypominaj sobie wszystkie swoje dobre cechy. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w poscie „Uzdrawianie poprzez błogosławieństwo".

poniedziałek, 20 czerwca 2011

ZMARTWIENIE



• Wydech ze światłem: Weź wdech, koncentrując uwagę na pępku, a wraz z wydechem wyobraź sobie, że jesteś otoczony chmurą świa­tła lub polem energii. Jeśli masz problem z wyobrażaniem sobie czegoś jako obrazu, to po prostu uznaj, że takie pole cię otacza. Załóż, że to pole czy chmura energii może zrobić, co zechcesz i poproś ją, aby zharmonizowała otaczające cię energie, uczucia i okoliczności. Powtarzaj to ćwiczenie aż do skutku.

• Zabawa w reżysera: Udawaj, że całe twoje otocznie jest planem filmowym, a ty reżyserem. Po cichu powtarzaj wszystkim i wszyst­kiemu, żeby robili i byli tym, czym są, i udawaj, że masz nad wszyst­kim kontrolę.

• Bądź tu i teraz: Skoncentruj świadomą uwagę na swoim bezpośrednim otoczeniu i wszystkich szczegółach. Podziwiaj i komplementuj, na głos lub po cichu, kogoś lub coś w twoim otoczeniu. Rób to jak najczęściej, aż do chwili, kiedy odczujesz ulgę. Jednocześnie zaprzestań wszelkiej krytyki, niezależnie od tego, czy tyczy się ona ludzi, sytuacji czy przed­miotów. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w poście „Uzdra­wianie poprzez błogosławieństwo".

Spirala hipnotyczna